piątek, 8 sierpnia 2014

Ulubieńcy lipca!

Dzisiaj przychodzę do Was z ulubionymi kosmetykami minionego miesiąca. Wiem, że trochę się spóźniam, ale myślę, że mi wybaczycie :) Oto nowe produkty, bądź też "odnowione znajomości".



1. Krem do rąk BeBeauty - poprzedni post dotyczył właśnie jego, więc jeśli go nie czytaliście - zapraszam!

2. Avon, mgiełka do ciała, Fiołek i Liczi - lekki, przyjemny, nienachalny zapach, idealny na letnie dni. Jego trwałość nie jest oszałamiająca, ale ostatecznie to tylko mgiełka. Towarzyszyła mi na wyjeździe. Kosztuje ok. 10 zł, więc warto się skusić!

3. Marion, kuracja z olejkiem arganowym do włosów - co prawda, olejek arganowy jest dopiero w środku składu, ale jest to z pewnością kosmetyk bardziej naturalny niż jedwab do włosów. Przy jego regularnym stosowaniu przy prawie każdym myciu (aplikuję na mokre włosy od połowy długości, skupiając się na końcówkach) zauważyłam poprawę stanu moich końcówek. Są teraz w bardzo dobrej kondycji. Olejek nie jest bardzo wydajny, przez ok. 1,5 miesiąca zużyłam 2/3 opakowania (15 ml).

4. Carmex, balsam do ust, Jasmine Green Tea - produkt znany, kontrowersyjny, chyba nikomu nie muszę go przedstawiać. Balsam mam już od pewnie 1,5 roku, jednak stosuję do "z doskoku". Ma niesamowitą zdolność znikania na miesiące, czego nie robią moje pozostałe balsamy. W moim przypadku "mrowienie" doskonale sprawdza się na upały, a nawilżenie jest bardzo zadowalające. Ma zapach ziołowy, raczej nie jest to zielona herbata, w dodatku jaśminowa!

5. Sally Hansen, lakier do paznokci Xtreme Wear, 420 Pacific Blue - jest to chyba w tym momencie mój ulubiony lakier. Przyznam się szczerze od razu, że nie mam pojęcia jaka jest jego trwałość, ponieważ często maluję paznokcie i nie czekam, aż same się zetrą. To nie jest dla mnie w lakierach najważniejsze. Za co go kocham? Na pewno za kolor - jest przecudowny i naprawdę nieziemsko wygląda na paznokciach! Za krycie - jedna warstwa w tym przypadku absolutnie wystarczy! Można się doszukiwać prześwitów, bo pojawiają się takie, ale uwierzcie mi, że to naprawdę dobrze wygląda. Rzadko kiedy mam do czynienia z takim lakierem. No i czas schnięcia - błyskawiczny! Nie dość, że jedna warstwa wystarczy, to i jeszcze schnie naprawdę szybko. I to wcale nie do tego stopnia, że po prostu przestaje być płynny. Wysycha do końca i możemy robić cokolwiek. Pędzelek ma dość standardowy, lekko wydłużony.

6. Lovely, Curling Pump Up Mascara - wtajemniczeni na pewno dostrzegą wpływ Youtube'a. I rzeczywiście, gdyby nie opinie dziewczyn, raczej bym po ten tusz nie sięgnęła. Zwłaszcza, że w malowaniu oczu nie mam zbytniego doświadczenia. Jest to mój pierwszy tusz, ale na tyle znam się na teorii, że mogę potwierdzić jego zalety. Ma lekko wygiętą, silikonową szczoteczkę z krótkimi "wloskami". Daje dość naturalny efekt, dzięki czemu powinien sprawdzić się u dziewczyn, który takowy preferują - na przykład nastolatek. Nie jest wodoodporny, nie osypuje się i wytrzymuje na rzęsach cały dzień. Wydaje mi się jednak, że po pewnym czasie efekt traci na spektakularności, co mi jednak nie przeszkadza - wolę lekko zaznaczone rzęsy.

Mam nadzieję, że wśród moich perełek upatrzycie coś dla siebie, a krótkie recenzje okażą się pomocne. Do następnego! :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz